Jako że dziś jest wyjątkowy dzień przygotowania, przed wyjściem z domu zajmowały mi dwa razy więcej czasu. Po gorącej kąpieli, zabrałam się za układanie fryzury. Podkręciłam moje i tak już naturalnie kręcone włosy na lokówce, aby sprawiały lepszy, bardziej puszysty efekt. Gdy już się z tym uporałam, przeszłam do makijażu. Na górnej powiece przejechałam starannie eyelinerem wzdłuż linii rzęs, wyjeżdżając delikatnie za kącik oka. Następnie dokładnie i starannie wytuszowałam rzęsy podkręcającą maskarą. Na kości policzkowe nałożyłam małą ilość bronzera z drobinkami rozświetlającymi. Usta musnęłam bezbarwnym błyszczykiem o zapachu arbuzowym. Gdy przejrzałam się w lustrze, upewniając się że wszystko gra poszłam do garderoby po wybrany wczorajszego dnia zestaw. Szybko się ubrałam, nałożyłam na nogi obcasy i po raz kolejny stanęłam przed lustrem tym razem, oglądając efekt końcowy. Zaśmiałam się do swojego odbicia i poprawiłam opadający kosmyk włosów.
Jak już mówiłam wcześniej dzisiejszy dzień jest bardzo ważny. Otóż dziś, po dwóch tygodniach wakacji wraca rodzina Bieber ze słonecznych Bahamów. W końcu będę mogła zobaczyć Justina. Tak bardzo stęskniłam się za tym czekoladowym spojrzeniem i seksownym uśmiechem. Gdyby nie wspaniały pomysł moich rodziców na wyjazd na Wyspy Kanaryjskie, jechałabym z nimi na te Bahamy i mogłabym do woli oglądać nagą, umięśnioną klatę starszego z braci. Może i nawet do czegoś by doszło pomiędzy nim a mną. A tak to zapewne cała uwaga Justina skupiała się na tej kretynce Spencer. Nienawidzę jej z całego serca, udaję miłą i co chwilę szczerzy te swoje zęby do każdego. Znam ten typ nie od dziś. Ja przy najmniej nie udaję tego jaka jestem. Jak za kimś nie przepadam to mu to po prostu okazuję.
Rozmyślanie przerwał mi telefon wibrujący na półce. Szybko do niego podeszłam i odczytałam wiadomość:
Austin:
"Cześć kochanie.;* Za ile u mnie będziesz? Już się nie mogę doczekać aż Cię zobaczę. "
Westchnęłam ciężko przewracając oczami i odpisałam mu że już wychodzę i też się nie mogę doczekać spotkania. Szkoda tylko, że nie jest to zupełnie prawdą. No bo nie mogę się doczekać aż zobaczę, tyle że nie niego, a Justina.
Nie mogę powiedzieć, że Austin nie jest ładny. Bo jest! Tyle że to jeszcze dzieciak. A jego brat... Przystojny, dojrzały, męski, doświadczony, wie jak zadbać o kobietę. Po prostu ideał. Jakbyście miały do wyboru zwykłą sukienkę z przeceny z jakiegoś marketu i piękną z najnowszej kolekcji McQueen'a kreację, to z pewnością każda z was choćby miała odmawiać sobie przyjemności wybrałaby tą drugą. Ja właśnie tak się czuję, choćbym miała stracić wszystko co mam, będę z Justinem!
*
Starannie zaparkowałam przed posiadłością rodziny Bieber, po czym wyszłam z samochodu. Rozejrzałam się po pięknym ogrodzie i moją uwagę przykuł czarny Jaguar XF należący do starszego z braci. Uśmiechnęłam się szeroko będąc pewna że go dziś zobaczę. Nie wiele myśląc podeszłam do drzwi i pewnie w nie zapukałam.
Nie czekałam nawet minuty, a w drzwiach już stał Austin.
-Aly!-wykrzyczał i przytulił mnie, okręcając nami dookoła osi.
-Tak bardzo tęskniłem.-wyszeptał mi do ucha.
Tak, ja też, za Justinem.
-Ja też tęskniłam-powiedziałam tylko i weszliśmy do wnętrza domu.
-Alison. Jak dobrze Cię widzieć-mama chłopaka również mocno mnie uściskała.
-Państwa również. Jak minął lot?-zapytałam ze szczerym uśmiechem, jak już wypuściła mnie z objęć.
Rozejrzałam się dyskretnie po wnętrzu w poszukiwaniu szatyna, ale nigdzie nie mogłam go dostrzec.
-Obyło się bez komplikacji. Mam nadzieję że zostajesz na obiad?
-Z przyjemnością-posłałam jej delikatny uśmiechem i już byłam ciągnięta przez Austina na górę do jego pokoju.
Po drodze wciąż się rozglądałam za Justem, ale jak na złość nigdzie go nie było. Zapewne siedzi teraz u siebie w pokoju i albo odsypia podróż, albo zabawia się ze Spencer. Wypuściłam głośno powietrze z ust, wyobrażając to sobie. Ugh..
Po wejściu do pokoju Austina ten od razu się do mnie przyssał zamykając za nami drzwi.
-Tęskniłem za tymi ustami-wyszeptał między pocałunkami, które odwzajemniałam.
*
Leżałam na torsie bruneta, w czasie kiedy on bawił się moimi kosmykami włosów. Oboje milczeliśmy od jakiś 10 minut. Jakoś nie bardzo przeszkadzała mi ta cisza, a wręcz odwrotnie. Mogłam się skupić na moich myślach. Mój cały organizm, umysł, oczy i serce w tym momencie potrzebowało chociaż widoku Justina.
Oczami wyobraźni widziałam jak wchodzi teraz do pokoju, wyrywa mnie z objęć Austina, przyciąga do siebie i zachłannie całuje moje wargi. Westchnęłam delikatnie wyobrażając to sobie.
-Coś nie tak?-zapytał brunet, unosząc się delikatnie i wyrywając tym samym z rozmyślań.
-Wszystko w porządku. Czemu pytasz?-spojrzałam na niego zdziwiona i napotkałam jego tęczówki. Takie same jak u Justina. Od razu odwróciłam wzrok.
-Nie wiem, jakoś dziwnie się zachowujesz. Milczysz już od jakiś 15 minut co jest do Ciebie zupełnie nie podobne.-złapał mnie za podbródek i nakierował moją twarz w swoją stronę, próbując złapać kontakt wzrokowy.
-Daj spokój. Wszystko gra, po prostu chce się nacieszyć tobą w ciszy. Czy to źle?-powiedziałam i wstałam z jego torsu, siadając na brzegu łóżka. Aust również się poderwał i przytulił mocno do moich pleców.
-Nie, skądże. Cieszę się że Cię mam.-wyszeptał do mojego ucha, przygryzając je lekko.
Zaśmiałam się lekko i odwróciłam twarz w jego stronę, po czym musnęłam jego wargi. Brunet od razu pogłębił pocałunek Pociągnął mnie na łóżko i ułożył się nade mną wciąż nie odrywając naszych warg. Po krótkiej chwili poczułam jak jego ręce wędrują pod moją koszulkę. Zaczął delikatnie gładzić mój brzuch.
-Nie przeszkadzam?- od razu odepchnęłam od siebie Austina na dźwięk JEGO głosu. W drzwiach stał Justin i uśmiechał się pod nosem.
Wyglądał jeszcze lepiej, o ile to w ogóle możliwe, niż przed wyjazdem. Włosy jak zwykle postawione na żel, równomiernie opalony i wydaję mi się że jeszcze bardziej przypakował.
Stał oparty o futrynę z zadziornym uśmiechem. Miał na sobie czarną, luźną koszulkę na ramiączkach, która idealnie eksponowała jego mięśnie. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Był tak strasznie seksowny i pociągający, że nie kontrolowanie zagryzłam wargi.
Nie wiele myśląc wstałam z łóżka i rzuciłam się w jego ramiona, przytulając się do niego mocno.
-Łooo... Też tęskniłem kruszynko-powiedział ze śmiechem i mocniej mnie objął, unosząc lekko do góry.
W jego ramionach czułam się tak cholernie dobrze i bezpiecznie, że mogłabym już nigdy z nich nie wychodzić. Zaciągałam się jego perfumami, które tak bardzo mi go przypominały i które tak bardzo kochałam. Jednak ta chwila uniesienia nie trwała długo, bo już po chwili szatyn oderwał się delikatnie ode mnie.
-Jak tam wakacje na wyspach?-zapytał z uśmiechem wciąż patrząc na mnie. Nie mogłam się na niczym skupić przez ten przeszywający wzrok.
-Umm... w porządku. Choć nie ukrywam, że wolałabym jechać z wami na Bahamy.-oznajmiłam i zaśmiałam się cicho.
-Ojj nawet sobie nie wyobrażasz jak Austin za Tobą tęsknił. Chodził struty przez cały wyjazd.-skierował wzrok na mojego brata.-Ale z tego co widziałem to chęci do życia ponownie mu powróciły.-zaśmiał się pod nosem. A mi zrobiło się tak niewyobrażalnie głupio. W końcu nakrył nas w dość jednoznacznej sytuacji. Niechciany rumieniec oblał całą moją twarz i od razu spuściłam głowę w dół.
-Hejjj... Chyba się nie zawstydziłaś?-podniósł delikatnie moją twarz, łapiąc za podbródek i z troską się przypatrywał.
Na twarz wkradł mi się delikatny uśmiech i ponownie zatopiłam się w jego czekoladowych tęczówkach. Przez krótką chwilę staliśmy tak i patrzyliśmy na siebie. Nie trwało to jednak długo i już po chwili oderwał wzrok.
-To zostawiam was samych. I nie róbcie żadnych głupot, nie chcę być jeszcze wujkiem- zaśmiał się i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi.
W totalnym szoku, stałam w miejscu i patrzyłam w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał szatyn.
-Co to było?!-powiedział wkurzony Austin.
Natychmiast się otrząsnęłam i spojrzałam na niego z zapytaniem.
-O co Ci chodzi?-zapytałam, gdy ten wciąż nic nie mówił.
-Jak go zobaczyłaś to rzuciłaś się na niego jakbyś jakiegoś boga zobaczyła! Ze mną się tak nie przywitałaś-uniósł głos, patrząc na mnie z rozgniewaną miną.
-Daj spokój kochanie. Chyba nie jesteś zazdrosny o własnego brata?-podeszłam do niego i przytuliłam do siebie.-Hmm?? Przecież kocham tyyylko Ciebie-wyszeptałam mu do ucha, przeciągając seksownie słowa.
-Ja Ciebie też-od razu się rozweselił i przyssał do moich ust.
Ooo tak, Austin jest strasznie naiwny i łatwo jest nim manipulować. Taki mały bezbronny dzieciak, niczego nie świadomy.
sobota, 1 grudnia 2012
wtorek, 27 listopada 2012
Prolog
Czy można pragnąć w życiu czegoś więcej, mimo że ma się już wszystko? Wspaniały dom, kochający i troszczący się o wszystko rodzice, własne konto bankowe bez limitu, drogie samochody i ubrania. Oczywiście nie zapominając o cudownym chłopaku, za którym oglądają się wszystkie Twoje rówieśniczki i nie tylko, oraz najlepszej przyjaciółce, której możesz się zwierzyć ze wszystkiego i która zawsze będzie trzymać Twoją stronę. To tylko nieliczne aspekty idealnego życia. Mojego życia.
Jestem zadowolona z tego kim i jaka jestem. W szkole ludzie uważają mnie za płytką i rozpieszczoną dziewuchę, co w sumie jakby nie patrzeć jest prawdą. Nigdy nie kryłam się z tym, że gardzę ludźmi z niższej półki. Dla rodziców dalej jestem ich kochaną i niewinną córeczką, która nikomu nie zrobiłaby krzywdy.
Rodzina mojego chłopaka również uważa mnie za wychowaną i grzeczną dziewczynę z dobrego domu. Zawsze jestem mile widzianym gościem u nich-nie raz padało z ich ust. A trzeba przyznać że często z tego korzystam. I na pewno powodem moich częstych wizyt nie jest Austin, choć tak się im pewnie wydaję. Jedynie tam mogę widywać pewnego przystojnego szatyna, który zawrócił mi kompletnie w głowie. To jak mówi, jak się porusza, śmieję czy nawet to jak seksownie przygryza wargę sprawia, że na moment brakuję mi powietrza, a nogi stają się jak z waty. Mam na myśli Justina, starszego, dojrzalszego i znacznie bardziej pociągającego brata Austina. Od kiedy go poznałam to wiedziałam że prędzej czy później będzie on mój. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Nie jeden raz widziałam jak spogląda na mnie z uśmiechem i oblizuje swoje wargi w charakterystyczny sposób. Zresztą sam mi powiedział że cieszy się że jestem z jego bratem i bardzo lubi jak do nich przychodzę. To chyba o czymś świadczy?
Moja najlepsza i jedyna przyjaciółka Blair uważa że powinnam dać sobie z nim spokój, bo tylko zniszczę związek mój jak i Justina. A no tak nie wspomniałam, że starszy Bieber ma dziewczynę. Na imię ma Spencer i moim zdaniem zupełnie do niego nie pasuję. No bo jak może pasować do najprzystojniejszego chłopaka w mieście, albo i na kontynencie dziewczyna jej pokroju?
Choć Blair stara się wybić mi z głowy pomysł poderwania Justina ja wciąż pozostaję nieugięta.
Jak widać mimo że mam w życiu wszystko, to wciąż brakuję mi czegoś więcej. Tym czymś, albo raczej kimś jest Justin. I choćbym miała podążać po trupach to osiągnę swój cel. Bo jak już wcześniej wspominałam dla mnie nie ma rzeczy nieosiągalnych.
*****
No to mamy prolog za sobą. Szczerze powiedziawszy nienawidzę pisać prologów, dlatego wyszedł jaki wyszedł. Ale obiecuję że rozdziały będą znacznie ciekawsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)